Obserwatorzy

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Chłodny blond? Czyli moje przygody z płukankami.

Jako rozjaśniana blondynka wiem jak ciężko jest utrzymać chłodny kolor. 
Uwielbiam siebie w popielatym kolorze i zawsze chce go zatrzymać na dłużej. Blond włosy lubią się złocić, żółcić czy nawet rudzieć. 
Dziś opiszę Wam moje sposoby na chłodny blond.


Obecnie w mojej łazience mam te oto poniższe produkty.


Dołączył do nich jak wiecie Garnier Blond Booster ale dziś chcę napisać co nieco o samych płukankach. 

Dawno temu moim numerem 1 była Delia Srebrna


Pięknie chłodziła i długo się trzymała na włosach. 
Niestety przy moim drugim balejażu, (stara) fryzjerka powiedziała, że płukanka ta poszarzała mi włosy i zrobiła niezły glon. Różnicę było widać zdecydowanie po zrobieniu odrostów. 
Wtedy ją właśnie odstawiłam. Ale nie trzeba się zrażać. Koleżanka z Wizażu używa Delii od kiedy jej ją poleciłam i uwielbia jej działanie. Glona nie ma (chyba, że przedobrzy) a włosy są przepięknie chłodne. 
Nie wiem czy u mnie ta szarość nie była efektem zmęczonych rozjaśnianiem włosów, kiepskiej jakości rozjaśniacza położonego na balejaż, czy moim zbyt częstym jej używaniem. Z innych źródeł słyszałam, że jak włosy są mocno podniszczone płukanka może się w nie wgryźć i nawet nie wypłukiwać. Stąd każde kolejne jej użycie może powodować narastający glon na głowie. 

A jak ją wcześniej używałam? 
Producent zaleca 1/3 nakrętki płukanki na 2l wody. Ja używałam małą miseczkę (jak do płatków z mlekiem) i przechylałam butelkę i szybko naciskałam. Lałam dosłownie na oko. Woda była fioletowa ale widać było dno :)
Tak polewałam włosy po umyciu i nałożeniu odżywki/maski. Jako ostatnie płukanie, nie spłukiwałam jej już niczym. 

Dozowanie produktu musimy same określić, bo wszystko zależy od efektu jaki chcemy uzyskać.

Ostatnio dałam jej jeszcze szansę ale bardzo mi podsuszyła włosy. Chyba innym razem jednak spróbuję jej zmieszanej razem z maską. Dosłownie kilka kropel do maski, jak poleciła mi to nowa fryzjerka.
 Włosy przed płukanką nie były tonowane niczym z ponad tydzień i tak prezentowała się górna część mojej głowy:

włosy po płukance Delia

 Po odstawieniu Delii ponad 2 miesiące temu (wtedy, gdy zrobiła mi glona) musiałam coś używać i padło na słynny
 Flor Illum Srebro.


Kupiłam go w hurtowni fryzjerskiej. Czytałam dużo pozytywnych opinii, więc zaryzykowałam.
Za tą małą buteleczkę (50ml) zapłaciłam 11,90zł. 
Według producenta mamy użyć 20 kropli na 0,5l wody i tonować tak długo, aż do chcianego efektu. Potem włosy spłukać wodą i wysuszyć.

Ja zaczęłam zgodnie z instrukcją. Po paru myciach i zerowych jak dla mnie efektach, postanowiłam zwiększyć ilość kropli do 30-35. Nadal nie bardzo widziałam efekt. Przestałam więc płukać po niej włosy wodą. Wtedy nieco miały widoczną chłodną poświatę. Jak dla mnie zbyt małą. 

Chcąc uzyskać chłodną poświatę szybko i naprawdę wyraźnie, pobiegłam do apteki po zalecaną przez (tą starą) fryzjerkę gencjanę.

Tak oto za 5zł miałam przed sobą 
Wodny Roztwór Fioletu Gencjanowego 1%.


Gencjana to trudny przeciwnik :) Brudzi franca wszystko. Łatwo zapaprać łazienkę, siebie i co tylko jeszcze się nawinie. 

Gencjana to też silny środek i zacząć trzeba z niewielką ilością. Ja zaczęłam w malutkiej miseczce z wodą (może 250-300ml) maczać zabarwioną nitkę suchego spaghetti. Spaghetti to wsadzałam do buteleczki z gencjaną a potem mieszałam nim wodę. Robiłam tak dotąd, aż woda miała lekkie fioletowe zabarwienie.
Niestety efekty były mizerne. Postanowiłam dawać w takim razie 1 kroplę do takiej miski.
Woda zabarwiała się nawet mocno a efekt? Super. Włosy jaśniały i ochładzały się w ten sposób szybko. Oczywiście dla mnie nadal słabo :)
Potrafiłam także do wody (ok 0,5l) dawać dwie krople. Włosy po tym były jasne, chłodne, to mi wystarczało. Niestety u mnie gencjana bardzo szybko się ulatniała. Jak nie myłam włosów z 3 dni, to trzeciego już miałam nieciekawy kolor. 
Pomyślałam wtedy o masce. 
W oddzielny pojemniczek brałam odpowiednią ilość maski (tyle ile zazwyczaj używałam) i maczanym w gencjanie makaronem mieszałam całość, aż maska uzyskała idealny jasno fioletowy kolor. Taką maskę nakładałam jak zawsze. Włosy po takim zabiegu nie były tak wysuszone jak po płukance z gencjany (tak, fiolecik podsusza). Były chłodne i jasne ale bardziej odżywione.
To samo robiłam także z odżywkami. Ale wolę bardziej gencjanę w masce.

To całe babranie się z gencjaną skończyło się jak kupiłam Garnier. Ten mi na razie wystarcza.
Do gencjany na pewno wrócę, bo efekt był szybki i widoczny bardzo.

Mam też zamiar wypróbować Flor Illum w masce i tak samo Delię. Zobaczymy jak się spiszą. 

Każda płukanka niestety potrafi wysuszyć włosy. Mogą też czasem wydawać się sztywne. Dlatego ja preferuję teraz odżywki czy maski z dodatkiem płukanki. 
Szamponom niebieskim/fioletowym też podziękuję, bo pamiętam jak bardzo mi wysuszały kosmyki.
Obecnie po Garnier Blond Booster planuję kupić Marion Regenerującą Maskę Odżywiającą Kolor do włosów blond.

Dostępna jest w saszetkach za ok 3zł:


 I także w butelce za 6-7zł:

marionkosmetyki.pl
Tej w butelce jeszcze nie spotkałam ale szukam cały czas :)
Czytałam wiele pochlebnych opinii i szczerze mi ją polecano. Poza tym cena w stosunku do Garniera jest idealna.

A wy jak radzicie sobie z żółknącym kolorem? 
A może w cale nie macie tego problemu?


Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Również uwielbiam Gencjanę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gencjana jest świetna ale mi się ulatnia zbyt szybko. Niedługo na pewno kupię Marion i wtedy zobaczę te spektakularne efekty, o których tyle się naczytałam :)

      Usuń
  2. U mnie sprawdza się gencjana z Crema al Latte Serical. W odpowiednim stężeniu ( a udało mi się tylko raz!) i starannym rozłożeniu mieszanki uzyskałam jasne liliowe srebro, nawet na skroniach i przy grzywce.
    Minusem jest jednak że chyba te wszystkie produkty nierówno się wypłukują i pasma niskoporowate przy skórze szybciej przybierają cytrynowy odcień.
    Tylko że ja mam naturalny jasny blond ale po prostu lubię srebro i fiolet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje włoski :) Efekt świetny. Ja na razie używam gencjany czy płukanki z maską Kallos Color,którą gorąco polecam. Crema al Latte ma proteiny mleczne a tego moje włosy ostatnio nie lubią.

      Usuń
  3. Ja nie tak dawno rozjaśniłam włosy i dzisiaj kupiłam sobie szampon i odżywkę z Joanny i będę ją testować. Ciekawa jestem jak się u mnie sprawdzi. Ale na pewno za jakiś czas ukaże się na moim blogu ich recenzja :)
    Obserwuję :)
    czarnamyszka1994.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna kiedyś mi służyła jako ratunek na żółknący kolor. Dawała mi ładny chłodny odcień. Niestety podsuszała. Ciekawe jak u Ciebie się spisze.

      Usuń